Zarządzaj swoim blogiem

Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo

Moje, nasze wspomnienia

10/06/2008 GMT 1

ode mnie....

katarzyna @ 22:31

Mój Erasmus w Leuven, Belgia.

Wiadomość o przyjęciu mnie do programu…… entuzjazm i wielka radość…. To co planowałam, to o czym marzyłam się powoli spełnia.
Pamiętam już wtedy myślałam jak to będzie…. Co ze sobą zabrać wyobrażałam sobie wszystko co tu zastane….w wyobrażeniach było tak pięknie…….
i…….. przyszedł czas prawdziwych przygotowań…. Strona formalna wyjazdu tzn. podania, learning agrement, umowa i tak tam przeszły bardzo szybko i przyjemnie…. Panie w BWZ są naprawdę kompetentne i zawsze pomogą w razie wątpliwości czy pytań…
hmmm i to co studenci lubią najbardziej…. Czas sesji ale i to tak szybko minęło ze już zapomniałam o stresie a radość ostatniego pomyślnie zdanego egzaminu wynagradza wszystko…
przyszedł czas pakowania i wyjazdu do domu aby się pożegnać i wyjechać… po nowa przygodę życia i … kto wie co jeszcze…
ostatnie spotkania z przyjaciółmi, ostatnie rady Dominiki i pranie, prasowanie, pakowanie… walizka waży za dużo… wiec korekta zawartości… ostatnie rady rodziców i rodzeństwa…
dwie godziny snu i wyjeżdżamy… 3 rano… przecież to środek nocy!!!!! Ale warto się poświęcić, do warszawy mamy ok. 4 godziny drogi ale jest ślisko i trochę niebezpiecznie, więc tata powtarza „prowadź ostrożnie”. I oto lotnisko Okęcie… dojechaliśmy 1.20 przed planowanym odlotem wiec dużo czasu jeszcze… (Brussels Airlines nigdy się nie spóźnia – to wielka zaleta)…. Ale znów wprowadzili nas w błąd „to nie ten terminal” mówi pani w informacji gdy deadline właśnie mija, więc biegniemy… ohh jako ostatnie zostałyśmy odprawione i weszłyśmy na pokład samolotu i małe zaskoczenie „goemoegen” (wym. hujemorhen) czyż stewardessa nie zna Polskiego?? Nie to język niderlandzki….. jeszcze nie raz nas zaskoczy…
lot bardzo przyjemny lądowanie mniej … z lotniska bezpośrednio do Leuven (3 euro), 15 min i jesteśmy w miasteczku moich marzeń… czy o to mi chodziło, pytam samą siebie… deszcz, zimno i ludzie mówiący jakimś dziwnym językiem… ale po angielsku też rozmawiają i nawet są sympatyczni….
Szukanie mieszkania i nareszcie w moim pokoju…. Trochę inny niż w moich marzeniach ale „mój”, to o czym marzę to prysznic i idę spać… potem pierwszy wieczorny spacer po miasteczku… nocą jest urocze a w dzień jeszcze zobaczymy…. Na razie w deszczu wydawało się bardzo smutne..
Następnego dnia trochę formalności i już jestem studentką drugiego semestru w KULeuven… ale trafiłam z KULu na KUL ,
Pierwsze dwa tygodnie były męczące, ponieważ chodziłam na dużo zajęć żeby wybrać te najciekawsze (tu moja rada…. Wybierz te które cię interesują i jest łatwe zaliczenie….. ja teraz zmieniłabym prawie wszystkie przedmioty), pomimo krótkich nocy dni mijają bardzo szybko, dużo nowych ludzi… z całego świata… i moja słaba pamięć do imion… następne tygodnie chociaż luźniejsze od zajęć na nudę nie narzekam… polecam wybrać sobie jakąś formę aktywności… teatr, chór, pangea czy jakaś inna organizacja studencka, każdy gdzieś się odnajdzie…
Miało być tak pięknie … i naprawdę jest… Belgia jest mała i ma piękne krajobrazy od morza północnego po góry (raczej pagórki w porównaniu z naszymi Tatrami) Ardeny, w weekendy zawsze znajdzie się czas na wycieczkę. Inne kraje europejskie tez są blisko więc jedziemy… do Luksemburga… państwo - miasto wielkości województwa lubelskiego ale również bardzo sympatyczne.
I czas tak szybko leci, że już przerwa świąteczna… wracamy do Polski na trzy tygodnie… tu naprawdę mają tyle wolnego,
A po powrocie z domu… perspektywa sesji zmusza do studiowania skryptów i literatury,
Na dworze bardzo ciepło w dzień do 28stopni, w nocy ok. 20 a w kalendarzu koniec kwietnia – Belgia naprawdę zaskakuje, coraz więcej czasu spędzamy na dworze w parkach albo zielonych skwerkach pełnych studentów z notatkami..
Noi czas sesji przyszedł pierwszy egzamin… drugi i jakoś się skończyło…
Wszyscy powoli wyjeżdżają, pożegnania są bardzo wzruszające pól roku razem w jednej grupie przy wspólnych zajęciach sprawiło ze nasze relacje są bardzo bliskie… ale tak już jest jedni przyjeżdżają, żeby inni mogli wyjechać… ale znajomości i wspomnienia na zawsze pozostaną…
Mój tydzień zajęć:
PONIEDZIAŁEK
9.00 educational technology, fajny choc bardzo trudny wyklad
13.00 dutch course, najprzyjemniejsze zajecia
Sport centrum
WTOREK
Day off… co mi się podoba… na co mam ochote
A wieczorkiem basen… dlaczego nie?
ŚRODA
11.00 Biomedical ethics drugie bardzo siekawe zajecia, bardzo je lubie studenci z duza rozpiętościa wiekową z roznych stron świata rozmawiamy o problemach etycznych… bardzo interesujące…
13.00 dutch course 
Tance latynoamerykańskie grupa liczna ale fantastyczna
CZWARTEK
9.00 Flemish art & european culture – ciekawe zajęcia kobieta niesamowicie opowiada o różnych stylach artystycznych
13.00 Psycholinguistics to teraz bym zmieniła na pierwszych zajęciach bardzo ciekawie o mechanizmach powstawania mowy ale później „matrix”…
Impreza… of course – czwartek studencki na Oude markt Cafe mange – nasz ulubiony klub, polecam, najtańsza pepsi (1,50 Euro)
PIĄTEK
9.00 Clinical psychology of religion – to co bardzo lubię super zajecia choć bardzo żadko i wiecej pracowałam sama ale skrypt i artykuły są niesamowite..
11.00 Anthropology of the body… mi się podoba najbardziej rozdział a tańcu i jedzeniu, profesor jest niesamowicie zakręcony tak bardzo pozytywnie… a egzamin nawet prosty… (ja wybrałam pracę 6000 słów – ok. 18 stron)
20.00 UPIC to taka nasza mała wspólnota – chór, niesamowici ludzie… polecam wyjątkowo wyrozumiali i naprawdę fantastyczni..
SOBOTA
nareszcie… jakaś wycieczka Brugia, Bruksela, Gent (Gandawa), Antwerpia, Ostenda, Luksemburg, Ardeny…, wypady rowerowe, piesze… jak kto woli..
20.0 Polska msza…kościół na Heverlee, a wieczorek… na Oude albo u kogoś na prywatce
NIEDZIELA
10.00 Upic – Angielska msza… i „reception” po mszy czas dla Pana i rozmowy z ludźmi, zabawę z dziećmi…

Kilka wpadek:
 Mieszkają z nami Chinowie i Koreanie
 Dolina Japatanich a wokoło pachołki
 In front of the post Office I asked: Excuse me Are we At the post Office?
 In front of Library, the same, Where is social science library?
 W drodze do Atwerpii… Czy to Bruksela?, chyba centralna… a to Mechelen
 Przygody Mary: mnogość pokojów… 312, 108 (brak lodówki, zimny kaloryfer, woda ze ściany, brak Internetu) Marysia śpi u mnie, 202 i niby wszystko się uspokoiło, „a może jeszcze chińczyka spotkamy” a tu chińczyk maluje pokój… no nie ile jeszcze…, i w końcu 203.. wymarzony 203… i świętujemy dzień bez przygód, a potem jeszcze KURKTA disappered… w kościele… to tylko Mary może mieć takiego pecha…, na lotnisku… ewakuacja bo ktoś coś zostawił może bomba…

Nasze wytwory:
Kiedy otacza cię język angielski a ty ciągle mówisz po polsku czasami wychodzą takie fajne twory które trudno przeczytać a jeszcze trudniej zrozumieć…

Socjety
Concurses
Take more swobody
poplese

Pierwsze dni

katarzyna @ 18:35

Witam.....
Jesteś na stronce, ktora przeprowadzi cię przez naszego Erasmusa w Leuven...
wpisywać sie tu bedą osoby, ktore uczestniczyły w programie w roku akademickim 2007/2008....
chcemy tak krótko przedstawić jak wygladały poczatki..... czyli szukanie mieszkania, rejestracja na uczelni, pierwsze wyklady....
potem krotko chcialabym pokazać jak wyglada życie studenta tu w Leuven....krótki zarys naszego tygodnia....nasze problemy codzienne..
noi... czas na weekend... ulubiony czas dla studenta....
na końcu czas sesji (sesion - system of elimination of students is ON now, - nowy skrót), ale czy eliminacja naprawde byla???? dowiecie sie....
Kilka zdjęć przybliży wam atmosferę miasta oraz życia studenckiego....
miłego szukania informacji....
wrazie pytań o szczegółowe informacje prosze o kontakt mailowy - kasiek@live.com.
mam nadzieję że się wam spodoba...

Archiwum | Załóż twój blog teraz! Łatwo i za darmo